wtorek, 28 czerwca 2016

W głowie i słuchawkach II

Po raz drugi zapraszam Was w podróż dźwięków, ulubionych płyt i radości jaką daje słuchanie muzyki

Po pewnej przerwie, napiszę dziś parę słów o ulubionych ostatnio utworach/płytach.

Mimo, że od koncertu projektu Scott Bradley`s Postmodern Jukebox minęły już prawie dwa miesiące, piosenki brzmią w uszach niezmiennie, a nowe filmiki cieszą za każdym razem. Jeśli macie ochotę na ekscytującą podróż, gdzie popularne piosenki zmieniają się o 180 stopni za sprawą oprawy vintage, ten kanał jest dla Was.
Ja załączę trzy ulubione kawałki, w różnym klimacie - jeśli dacie się wciągnąć w tę podróż, utkniecie po uszy ;)







Mam to szczęście, że kilku moich znajomych robi muzycznie wspaniałe rzeczy (niezmiennie to sygnał dla mnie, żeby kopnąć się w... nos i zacząć działać). Jedną z nich jest Agnieszka, występująca pod pseudonimem Agi Brine. Z miesiąca na miesiąc jej twórczość jest coraz bardziej rozpoznawalna i chwalona, zarówno przez środowisko jak i słuchaczy.
Dla kogo te dźwięki? Dla fanów elektronicznego brzmienia i perkusji rodem z d`n`b oraz ciekawych kobiecych wokali - polecam!




Znacie pojęcie guilty pleasure? Nie ma ono według mnie dosłownego tłumaczenia na język polski, ale znaczy tyle, co czynność/zjawisko, do którego wstydzimy się przyznać głośno, lecz które sprawia nam masę radości.

Co jest moim guilty pleasure?

*słuchanie bałkańskich wykonawców, którzy grają nieczysto, nie trzymają niskich tonów, ale porywają mnie do zabawy tak mocno jak dobry funk lub inne gatunki muzyki tanecznej. 
Kogo słucham? Najczęściej wracam do działalności Bregovicia, lubię też Shantela. Uwielbiam też pokrewnych w wymienionej konwencji Beirut i La caravanne passe. 
Im więcej dudniącej sekcji dętej oraz akordeonu i zawodzenia, tym lepiej :D
Odpalcie te kawałki i bawcie się dobrze!






Hmm, pomyślałam, że przy każdym z odcinków cyklu muzycznego wspomnę Wam po kawałku o moich "słabostkach i odchyłach muzycznych", dlatego wstrzymam się z opisem do następnego razu.

Wciąż czekam na Wasze sugestie i komentarze - kogo aktualnie słuchacie, kto/co Was ostatnio zachwyca - chętnie posłucham

piątek, 17 czerwca 2016

Bielska latem - dziennika ciąg dalszy

Niedziela, 12.06.2016

(...) jest niedziela, połowa czerwca, a ja... jestem szczęśliwa :)
Spojrzałam wstecz na wpisy z początku lutego - jest pół na pół - pewne rzeczy się zmieniły, pewne pozostały bez zmian. Machina kredytowa ruszyła pełną parą, pieniędzy na spłacanie idzie coraz więcej, ale co tam - liczyliśmy się z dużym wyzwaniem. 
W międzyczasie od marca do końca maja pracowałam w najdziwniejszej firmie świata (który to już raz..?) gdzie kolejny kapitalista kombinował na każdym kroku, a ja, jak zwykle, naiwna owieczka i głupia koza (znak zodiaku zobowiązuje) chodziłam dwa miesiące bez umowy za mniejsze niż wynegocjowałam pieniądze.
  A potem, zbieg okoliczności sprawił, że dostałam pracę w miejscu, o którym kiedyś poważnie myślałam. (...) forma zatrudnienia i gwarancja płynności finansowej połową sukcesu dla współczesnego pracownika (co za czasy).
W ciągu ostatnich miesięcy byliśmy na kilku zacnych koncertach, do teściów wreszcie mówię 'mamo, tato' i choć nie jedziemy w tym roku do Kostrzyna, czas do końca roku będzie równie ekscytujący.

Wanda nadal z Jackiem, Olga z Michałem też (przecież to, co się dzieje jest wciąż spoko) (...). Czy ja się starzeję i mam zbyt twarde zasady, czy bycie źle traktowaną/zdradzaną/ to dla mnie i części kobiet na tej ziemi wystarczający powód, by odejść?

Zaczęłam sesje coachingowe - co jest celem zostawię jako tajemnicę.

Polacy wygrali pierwszy mecz z Irlandią Płn. na Euro we Francji, siatkarze jadą do Rio, a Vive zwycięzcą Ligi Mistrzów - taaaaka duma :)

Jest dobrze. Nawet staram się siebie polubić. 
Jeszcze tylko więcej konsekwencji, mniej kilo i będzie idealnie. O.



wtorek, 14 czerwca 2016

Refleksje ostatnich miesięcy

Postanowiłam narzucić sobie większą dyscyplinę i pisać częściej. Oczywiście błyskawicznie odezwała się moja niekonsekwencja, co skutkuje dziurami w tekstach...

Co u mnie słychać? Jak zwykle wiele dynamicznych zmian. A teraz mam nadzieję na zawodową stabilizację.

*imiona zostały zmienione

poniedziałek, 29.02.2016

Rzuciłam pracę, unosząc się honorem (bardzo mądrze). Kupiłam małą czarną. 
Wcale nie czuję się lepiej.

***

wtorek, 1.03.2016

Dwie rozmowy o pracę - jedna dziwna (chcę tam pracować?), druga do wymarzonego miejsca, którą koncertowo spieprzyłam.
Wcale nie czuję się lepiej.
***

środa, 2.03.2016

Nie dostałam tej pracy. Kiedy dotrze do mnie powaga grania na pianinie i to, jak bardzo zjebałam lata studiów?
  Całe mieszkanie posprzątane. Łzy wylane, wizyta w galerii raczej bezowocna (brak prezentu dla M. i W.). Jeszcze 2 tygodnie bez pracy, a przejdę się po niej z cv w ręku.
Ma rację Julia Marcell śpiewając, że powinna istnieć możliwość odpisania do bota mailowego o tym, czego nie mówimy głośno.


Na przykład o tym, że szkoda mi Wandy, tego, że się nie odzywa. Bardzo bym chciała móc jej uświadomić, że jest idiotką zostając przy Jacku. Pewnie skreślę te słowa za kilka dni, bo już prawie mnie to nie obchodzi. Prawie.
Wcale nie czuję się lepiej (czy to już refren?)

***

czwartek, 3.03.2016

Wczorajsza rehabilitacyjne tortury lżejsze niż myślałam (wciąż nie ćwiczę, nie rozciągam się, debilka). Nic mi się dziś nie chce. Kompletnie. Posłałam kilka cv i czekam na impuls, by wyjść. I do 18:30, by zobaczyć się z Mężem.
  Czasem myślę, że tylko on mi się udał. I koty rzecz jasna.

Nie mam siły do samej siebie.