piątek, 17 czerwca 2016

Bielska latem - dziennika ciąg dalszy

Niedziela, 12.06.2016

(...) jest niedziela, połowa czerwca, a ja... jestem szczęśliwa :)
Spojrzałam wstecz na wpisy z początku lutego - jest pół na pół - pewne rzeczy się zmieniły, pewne pozostały bez zmian. Machina kredytowa ruszyła pełną parą, pieniędzy na spłacanie idzie coraz więcej, ale co tam - liczyliśmy się z dużym wyzwaniem. 
W międzyczasie od marca do końca maja pracowałam w najdziwniejszej firmie świata (który to już raz..?) gdzie kolejny kapitalista kombinował na każdym kroku, a ja, jak zwykle, naiwna owieczka i głupia koza (znak zodiaku zobowiązuje) chodziłam dwa miesiące bez umowy za mniejsze niż wynegocjowałam pieniądze.
  A potem, zbieg okoliczności sprawił, że dostałam pracę w miejscu, o którym kiedyś poważnie myślałam. (...) forma zatrudnienia i gwarancja płynności finansowej połową sukcesu dla współczesnego pracownika (co za czasy).
W ciągu ostatnich miesięcy byliśmy na kilku zacnych koncertach, do teściów wreszcie mówię 'mamo, tato' i choć nie jedziemy w tym roku do Kostrzyna, czas do końca roku będzie równie ekscytujący.

Wanda nadal z Jackiem, Olga z Michałem też (przecież to, co się dzieje jest wciąż spoko) (...). Czy ja się starzeję i mam zbyt twarde zasady, czy bycie źle traktowaną/zdradzaną/ to dla mnie i części kobiet na tej ziemi wystarczający powód, by odejść?

Zaczęłam sesje coachingowe - co jest celem zostawię jako tajemnicę.

Polacy wygrali pierwszy mecz z Irlandią Płn. na Euro we Francji, siatkarze jadą do Rio, a Vive zwycięzcą Ligi Mistrzów - taaaaka duma :)

Jest dobrze. Nawet staram się siebie polubić. 
Jeszcze tylko więcej konsekwencji, mniej kilo i będzie idealnie. O.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zachęcam do pozostawiania komentarzy