poniedziałek, 12 stycznia 2015

Lato w styczniu

   Czy można kilkoma gestami sprawić, że poniedziałek staje się bardziej znośny i cieplejszy? Tak. Mój przepis? Obserwacja, kolekcjonowanie i celebrowanie małych chwil szczęścia.



  Dzisiejszy dzień był dobry bo:

- nie zmarzłam w nocy i nie śniły mi się głupoty,
- dość szybko zebrałam się z łóżka,
- pierwsze poranne zajęcia trwały kwadrans,
- w najbliższych dniach obdaruję najmilszych nam zdjęciami ze ślubu w wersji papierowej i ramkami :)
- ugotowałam dziś pierwszy raz w życiu obiad w kuchni Babci. Spaghetti, smakowało im bardzo,
- w ramach poniedziałkowego chilloutu wylądowałam z Tatą na herbacie, było bardzo przyjemnie - rozgrzewający napój i kubańska muzyka w tle...

  Po trwającej kwartał chorobie, obiecałam sobie, że będę mniej narzekać, a mocniej doceniać dni, które mijają. Nawet jeśli pada deszcz.
Do pełni szczęścia brakuje zrzucenia 6 kilo i bycia bardziej fit. Zrobi się. Zrobi.