poniedziałek, 24 listopada 2014

Składam się z ciągłych powtórzeń*

     Nie będzie to recenzja płyty Artura Rojka, prędzej nieudolna próba samozdefiniowania się. Bo popełniam wciąż te same błędy, wpadam w te same pułapki...

     Z jednej strony - żyję dość stabilnie, z drugiej - natłok obowiązków powoduje u mnie napady paniki (mimo świadomości, że wszyscy mają ręce pełne roboty, wyjątkiem nie jestem). To powoduje, wciąż - uporczywe drapanie, obgryzanie paznokci, zaczepianie męża, co skutkuje kłótniami...
Może powinnam wrócić do szukania w każdym dniu choćby jednej pozytywnej chwili? Do liczenia dni bez autoagresji i wstawania lewą nogą? Do terapii?

Powinnam. Zdecydowanie. Wciąż zbyt często czuję się winna.

A skoro z Rojka zaczerpnęłam tytuł to: