poniedziałek, 25 listopada 2013

Krajobraz mój codzienny


Pojawił się znajomy, zimny i ostry wiatr. W takich momentach przypomina mi się, że mieszkam w Górach i wierzę szczerze, że nam smog nie doskwiera.
Na chodniach i osiedlowych trawach białe zmrozone ciapki. Na nogach mam ukochane EMU, które będą mi jeszcze musiały przez chwilę wystarczyć.
Jeszcze nie wyobrażam sobie nocnych powrotów z pracy w tym tygodniu, ale jakoś to będzie.
Zawsze jakoś jest.
Znalazłam sukienkę, piękna jak ze snu. Myślę, że to ta Jedyna :)
Z wpisu na wpis pewnie będę Was spamować utworami, które zawsze kojarzą mi się z tym czasem, listopadowo-grudniowym, ale dziś pozwolę sobie zrobić inaczej - chociażby w ramach repertuaru z emisji głosu.



Na całych jeziorach ty

PS: Nowy blogowy projekt wystartuje lada moment

zapraszam na: ktozabroni.blogspot.com

wtorek, 19 listopada 2013

Bączek

Wszystko kręci się ostatnio błyskawicznie. Pory dnia przepływają niezauważalnie dla mnie, sprawiając tylko, że dziwię się widząc ciemność za oknem. Bo albo siedzę w pracy, albo do niej idę, albo z niej wracam. Uczelnia stała się surówką, nie daniem głównym (powinno być odwrotnie, czyż nie?).
Jak podkręcę tempo, dobry zabraknie do ogarnięcia wszystkich spraw, wykonania telefonów, zadowolenia wszystkich. A tak bardzo chcę się zatopić w hektolitrach kawy lub/i domowego wina, kocu, z książką i Mad Menem na monitorze.
Trzeba walczyć. O siebie i ze sobą. Znowu zbytnio poddaję się woli i łasce Rodzicielstwa. Rodziciel utrzymuje, że nie ma nic przeciwko ślubowi i że się cieszy - ale czy mogę temu ufać? Pojęcia nie mam. A i tak najgorsze i największe konfrontację przede mną. Tfu, ze sto takich.
Myślę, że:
a) powinnam tu wkleić listę zadań do spełnienia przed i do ślubu
b) uwaga, spam:
*Kupujcie kartki świąteczne od Panna Lola, bo są piękne i unikatowe <3
Piosenka na dziś: Anna Rusowicz, Nie uciekaj

poniedziałek, 11 listopada 2013

Pod skórą

Czy pisałam już, jak bardzo, kompletnie bez przyczyny, nienawidzę listopada?
Tak jakoś się w tym moim życiu złożyło, że akurat ten miesiąc jest najbardziej liderem jeśli chodzi o fochy, ogólną niechęć do życia i stany przed-depresyjne.
   
       Są pewne małe codzienne przyjemności (że tylko wymienię:
- niemal rytualne kawy podwieczorne z K. przy czarnym stole w jadalni,
- długie kąpiele w naszej wieeelkiej -wannie i mordowane przy tym dzielnie przemysłowe ilości świeczek [za dużo rozbudowanych zdań, eh],
- kawałek ulubionej czekolady,
- spontaniczne ataki głupawki z Dziewczynami na uczelni...). 
Ale jakoś, w świetle porannego marudzenia 'nie, ja dziś nie wstaję', wymienione wystrzały w kosmos tracą na znaczeniu.

Więc jest słodko i gorzko. Cały czas. Chcę bajecznej mroźnej oprawy wyłącznie na Wigilię, moje styczniowe urodziny, a potem od razu wiosnę. A może i lipiec i koniec przygotowań do Ślubu.

Och.

Z wirtualnego folderu wygrzebałam takie kwiatki (dawno, nieprawda i ile ja wtedy pisałam, szok. A o chyba już nie wróci...):

Konsekwencje myśli

Winorośl różnych myśli
Oplata mi serce
Dławi duszę
pnącza
- są długie, zawiłe
jak życie
Długo się rodzą
Rzadko rozkwitają
publicznie
Szybko znikają
- myśli
Słowa czynią je
wolnymi,
 - ja wiele mówię.

Gdy już się wyczerpią
Pozostanie gdzieś
pustka
I miejsce na nowe
Owoce winne

Winorośl luźnych myśli
Błądzi,
Nie ma gdzie się zaczepić.
Gdy będą silniejsze
Znajdą swe miejsca
We mnie.

***

Poczułam
Zapach świąt
W smugach
Drewnianego dymu
Piernik
Kolędę
Nadzieję
Na cos więcej
niż złudę
Twojej nieobecności
jak co roku,
gdy dzieję się
coś ważnego

Odrzucam pakiet złych myśli
wracam do ekscytacji
Opadu śniegu
Opadu łez
Zamieci słów

Samo poszło
bezboleśnie

Kolejny dzień za mną.





                             

wtorek, 5 listopada 2013

Jak kamień

Kamieniem można rzucać - bezwiednie, często, bez konsekwencji, przecież się nie skruszy.
Kamień wiele zniesie, nawet jeśli miałby udać, że go ten ból nic nie obchodzi. 

Można go swobodnie opluć. 

Nie poczuje. Bo jest kamieniem.

I tak trwa ta moja walka z dwulicowością najbliższych o normalną, spokojną ceremonię, lecz też o coś więcej. O moje przyszłe życie. Staram się nie przejmować, choć wcale lekko nie jest.



Jestem pełna kamieni. Bo kamieniem jeszcze nie.

...