poniedziałek, 26 sierpnia 2013

W powietrzu

I w kościach jesień. Z jednej strony to jesienią się zazwyczaj zakochiwałam, była to dla mnie w pewnym sensie wiosna, z drugiej nęcące powietrze, z dymem palonych traw, śladami promieni słońca, lekkie ciepło dnia, okłamujące, że to wciąż lato... sprawiają, że popadam w nastrój melancholii, zbyt wiele myśli i zmartwień (czemu ja zawsze martwię się na zapas?). Czuję, niedługo skończy sie pogodowy fart, sielanka, ehh.

Próba była dziwna. Integrowaliśmy się ze cztery godziny z konieczności, niczego nowego przed piątkiem się już nie dowiem, tak mi się wydaje.

Po wyjściu ze studia nagrań trafił mnie stan przed atakiem artymii (w sumie chuj wie co to jest) i w domu padłam do spania na jakieś trzy godziny. Wstałam cudownie lekka - co będę robić w nocy nie wiem :D

Zapraszam wszystkich kielczan w piątek na godzinę 19, przed KCK na półfinał konkursu wokalnego, w którym biorę udział. Jeśli dotrę do finału, myślę, że zaśpiewam to:

Dotyk, live`99

sobota, 24 sierpnia 2013

(nie) pytaj o Polskę

Mam taką przywarę, że lubię rozmawiać z obcymi ludźmi. Oni zresztą też ode mnie nie stronią. Wczorajszy dzień był jednak szczególny pod względem ilości napotykanych rodaków, poruszonych tematów, wysnutych wniosków.

Akt I: autobus
Troje ludzi wzdychających nad moim oparzonym palcem i pierścionkiem zaręczynowym. Jedno z trojga mówiące, że małżeństwo w młodym wieku to zuo. Śmiechowo. Załóż sukienkę a`la lata 40, czerwona szminka na usta i voila, wszyscy cię zauważają.

Akt II: spotkanie klasowe
Mój Ukochany wczoraj widział się ze swoimi koleżankami z lo, mnie też zaprosiły, dlatego po pracy wleciałam wprost w kawiarniany gwar. Szybkie plotki, kto z kim, co robi, komu co się udało zawodowo i osobiście, a co nie. Było sympatycznie, ale okazało się, że ludzie dwudziestopięcio-letni usilnie szukają swojego miejsca na Świecie i (jak każdy z nas, nie oszukujmy się) potrzebują kochać i być kochanym. Plus mój znajomy, zmęczony już deczko, mówiący z goryczą o tym samym (lat 23.)

Akt III, najważniejszy: kwiat młodzieży polskiej
Wisienka na torcie.
- "Ej, przepraszam, macie ogień?"
- "Niestety nie tym razem"
- "A, ok, spoko"

100 metrów później. - "Mogę z wami chwilę się przejść?" "No spoko, nie ma problemu". To był pretekst do poznania w środku nocy Grześka - rowerzysty, przyszłego ratownika medycznego. 21 lat, łeb na karku solidny, młodość, spontan, ach.
Odprowadził nas pod dom, nie mając kompletnie po drodze, rozmawiając z nami o kondycji kraju, o tym, co robić dalej ze swoim życiem, a już na pewno co zrobić z tą piękną dziewczyną, która mu się tak podoba (pisząc te słowa, on jest już ze swoimi znajomymi w Tatrach, powodzenia chłopaku), o islamizacji Europy (jest nas coraz więcej, goddamnit`!), czy wyjeżdżać z kraju na stałe...
Jest bogatszy od nas o doświadczenia ze Szwecją i o odwagę potrzebną do działania.
Wymieniliśmy się namiarami, na pewno wyskoczymy na ziomalskie piwo, kiedy wróci do miasta.

W takich momentach jestem dumna z ludzi młodszych ode mnie, nawet o ten promil, ale jednak. Może mamy w statystycznym zapasie grupę dzieciaków niosących nadzieję na to, że nie jest z nami jeszcze tak źle...


Jak mówi #słowofobia Panie i Panowie, Królowa Beata. Amen(t) :D

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Ta zniewaga...


Krwi wymaga. Niewątpliwie.
Po raz kolejny w ostatnim czasie Rodzicielka przekracza granice dobrego smaku i wychowania (o ile coś takiego w ogóle w jej osobie jest). Kolejne znieważenie mnie i Narzeczonego, kolejna awantura o to, stos papierosów, budzę się jeszcze bardziej siwa niż wcześniej (takie przynajmniej odnoszę wrażenie).

Potem, jak dotąd, udawanie, że wszystko spoko, zioom, ale nie. Tym razem miarka się przebrała i będzie boleć - brazylijska depilacja mózgu rozpoczęta.

Obym tylko dożyła do ślubu...

*ktoś gdzieś pisał o cudownej mocy masełka do ust Nivea i wręcz byciu psychofanem tegoż produktu. Kupiłam karmel, dobry jest ;) choć Carmexu nigdy nie zdradzę :D

Jaram się Niemenem ostatnio na potęgę...

http://www.youtube.com/watch?v=-upBPDmKrWc - od 1:30







poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jedna wielka niedoskonałość


Sny mam coraz głupsze ostatnio - szczególnie, gdy ze znajomymi temat schodzi na przyszłoroczny ślub. Non stop sprzeczam się z ukochaną kuzynką, nazywaną przeze mnie Siostrą, bo jest dla mnie jak rodzona. I spotykam wieczorami ostatnio same jeże (dowody wkleję poniżej). 
O co, kurwa, chodzi? 
Dlaczego myśli o dwóch wrześniowych poprawkach dopadają mnie wyłącznie przed zaśnięciem (kiedy to K słodko śpi po prawicy?). Ja wiem, ciągle coś rozpieprzam. W kółko w zasadzie.

Nie radzę sobie ze sobą. Niby jestem coraz bardziej odważna (od wygrania I etapu festiwalu karaoke w mieście, po hejtowanie, słuszne, w sieci), ale ciągle "coś". To "coś", co mieszka w moim łbie i bez cotygodniowej spowiedzi na 'kozetce', nie chce samo uciec.
imprezowy jeż sobotni

romantyczny jeż wieczorny

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Serpentyny i mydlane bańki


 Jak powiedział klasyk: „wszyscy artyści to prostytutki (…)*”, idąc tym tokiem myślenia to też ja.

Jednak bez ustanku dziwi mnie:
a) faza, by płacić muzykom, za latami ćwiczone, ale złudne (wiecie, ile trwa rozchodzenie się dźwięku) wrażenie,
b) faza, by bez żenady, za jednym zamachem wydawać cały roczny budżet kulturalny gminy na występ pana, powiedzmy J*.
Ma on, bez wątpienia dobre intencje [szczególnie wzbogacając playback udziałem żywych muzyków, w większości moich lokalnych ziomów], sam w kółko na estradzie powtarza „kocham bawić ludzi”. 
Bawi ich godzinę, dwie małoletnie machają przy tym nogami, niby wszystko jest git. 
Dlaczego tylko mnie tak to mierzwi? Powiecie: nie każdy słucha Beyonce czy Madonny, które też przecież dają koncerty, ba, gigantyczne i złożone show, więc dajmy żyć fanom disco z pola, ale – zawsze jest to ‘ale’, przynajmniej w moim łbie. 
Wczoraj najbardziej rozwalił mnie jego menager – mini-Pudzian, bez słuchu, za to śliniący się na te dwie, aż żal dupę ściska. Zadowolony jest z pewnością, kolejna odwiedzona wioska, kolejny playback odpalony, kolejne zero na koncie (nie myśl o wypłacie, nie myśl o wypłacie, nie myśl).
W każdym razie. Każdy ma takie serpentyny i miliony baniek na jakie stać jego gminę i własny gust muzyczny, przepraszam Sofę za przyrównanie.
Miał jednak rację Freddie – show musi trwać.







*cytat z Kazika

*imię oczywiście zmieniłam

sobota, 3 sierpnia 2013

Piękna nasza Polska cała...

... więc, kto żyw, ten wypierdala. O biedowaniu słów kilka.
*narzekanie mode on*

Do około 700 złociszy (wersja baardzo optymistyczna) dodajcie ok. 1800-1900 złociszy, odejmijcie od tego 1100 na mieszkanie, 150 na rachunki, kolejne 100 na ratę i co zostanie? Nic, gówno, null, zero. Ale egzystować trzeba (się chciało pracować i studiować i prowadzić prywatne życie na raz w wojewódzkim mieście to się ma). Jeść trzeba, ja znowu pytam jak żyć?

Dobrze, że są chałtury i krótki strzał endorfin koło dziesiątego, kiedy to wydaje nam się, że jesteśmy fuckin` rich, jednak taki stan rzeczy demotywuje. Strasznie. W pewnym momencie miesiąca mam już dosyć chodzenia 4 km na uczelnię i 5 km do pracy (w jedną stronę of kors), uśmiechania się, odmawiając paczce skoku na miasto, tłumaczenia samej sobie, że to minie, że jak nie ma za co kupić soku do picia to nie koniec świata, a ulubione lody to mega fanaberia.

Obecny stan lodówki to: pół mleka, pół butelki brązowego rumu, dużo mielonej kawy, 1 gruszka, parę marchewek, ze 4 jajka, kawałek masła, 3 parówki, 2 jogurty typu greckiego - opcji coraz mniej, zapasy topnieją, a ja mam dość, jak co miesiąc.

Najgorzej wiadomo, gdy przyjdzie zima. Dziś w nocy marudziłam, że jej nie chcę i nienawidzę, za to zmaganie się ekonomiczne z życiem właśnie.

I dobrze, że Tercja ma zawsze jedzenia po dach. Inaczej tego sobie nie wyobrażam.

Wyczerpując wątek, powraca do mnie raz po raz wizja wyjazdu stąd raz na zawsze. Gwiazdą estrady już raczej nie zostanę, więc...

*narzekanie mode off*

Na myśl zatem przychodzi mi tylko jeden kawałek

I będę Was spamować Moją Kotą. Bo jest Najpiękniejsza i Najbardziej Puchata na Ziemi. I ma w dupie dwie budowy za oknem, co widać na zdjęciu poniżej ;)




piątek, 2 sierpnia 2013

Staram się

Na wstępie napiszę, że jestem zaskoczona ponad 50 wyświetlaniami w 2 dni, dzięki, czekam na więcej :D

Do sedna. Każdy z nas jest niedoskonały, ale nie każdy ma wręcz obsesję doskonałości. Co to dla mnie znaczy?

Ciągle się staram: myć zęby przed spaniem, wkładać naczynia od razu do zmywarki, cieszyć się z, na pozór, dziwnych rzeczy... No milion pierdół. Na szczęście najważniejszych kwestii nie zawalam (prawie).

Staram się.

Lola zainspirowała mnie do odkurzenia w sobie najsmaczniejszej i mega dziwnej jajecznicy z jogurtem greckim i żółtym serem, zdjęcie któreś tam w kolejności.

Jarałam dziś tureckiego papierosa. Rzucę to gówno. Chyba

Foto-kolaż, obrazki z ostatnich dni:


zawsze chciałam mieć samojebkę z gwoździem

jajecznica, omnomnomnom <3

Moje Puchate Szczęście - Tercja


Nie wiem czemu, ale dziś mam we łbie ten numer



czwartek, 1 sierpnia 2013

Wyjście*

* 'miejsce, przez które się wychodzi skądś': Boczne, główne, zapasowe wyjście. (za Słownik Współczesnego Języka Polskiego, B. Dunaj)


Uwielbiam język ojczysty. Jest bogaty w wyrazy o milionie znaczeń.
Wyjść z siebie (i stanąć obok), albo wyjść i nie wracać...

Za dużo kandydatów na dodatkowego męża kręci się wokół ostatnio, wyłażą jak pluskwy z dziur przez lata milczący, albo ci poznani ostatnio myślą i chcą ode mnie za dużo.

A ja wychodzę. Z tych sytuacji. Bez szwanku, z oszczędnością kolejnych stawianych mnie kaw, piw i obiadów.

Spierdalam (wychodzę brzmi zbyt słabo) za to od swoich głębszych obowiązków i problemów, które powinny mnie najmocniej dotyczyć.
Perfekcjonizm mój (ble), każe mi myśleć o sobie dobrze, jedynie w wypadku, gdy wypełnię 100% zaplanowanych spotkań/telefonów itd. Kiedy to się nie udaje, tupię ze złości nogami, niczym pięciolatka.

Jeden z byłych ma dziś urodziny (niech się goni, stale tłucze mi się to zdanie w głowie), z drugim byłam dziś na służbowym spotkaniu (Cz, kurwa, czy Ty musisz tak super pachnieć nawet jeśli gadasz o takich głupotach biznesowych?).

Ale moja Ostoja jest ze mną, w wynajmowanych trzech pokojach. Leży obok i majstruje w binarnym świecie. A ja, czuję się dziś wybitnie staro - wyszłam zażenowana ze spotkania w mieście - od kiedy to knajpy, śmiechy, tanie piwo i fajki nie są dla mnie? Mój mózg tak dziś jednak stwierdził, więc wróciłam szybciej niż planowałam.

Ostatnio bez ustanku kogoś zaskakuje moje śpiewanie. To dobrze, bo uwielbiam brylować (oj jestem Królem Julianem, nie ma co). Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

PS: Mały spam - bierzcie i głosujcie na znajomą moją, jedyną Polkę w stawce - http://voicingers.com/2013/audience_award/


PS2: Czysty orgazm.

PS3: Ciekawe kiedy (i czy w ogóle), dogadam się z Rodzicielstwem w sprawie ślubu? Ah, coraz bardziej mnie to waliii
...